Jak przedstawiamy poród naszym dzieciom

poród dzieciom

Jak przedstawiamy poród naszym dzieciom

Niech to będzie mój prywatny comming-out.
Jestem fanką porodów!
Być może dziwnie to brzmi, ale jednak jest to całkowita prawda. Uwielbiam porody. Okołoporodowy klimat. Przygotowania. Podniosłość tego wydarzenia i jego mistycyzm. Emocje, które wtedy się czuje – bez względu na to, czy jesteś jedynie wsparciem telefonicznym, uczestniczysz w całym procesie jako doula, czy dajesz wsparcie przedporodowe… te emocje są nie do opisania.
Porody mnie zauroczyły, pochłonęły i zafascynowały do tego stopnia, że stały się częścią mojej pracy zawodowej. Zajmuję się kobietami w ciąży w ramach szkoły rodzenia, współpracuje ze szpitalem ginekologiczno-położniczym, bywam na sali porodowej jako doula, pomagam świeżo upieczonym rodzicom, prowadzę projekt CUD NARODZIN, w którym daję kobietom narzędzia do doświadczenia porodu w głębokim relaksie i nieodmiennie uznaje ten etap w życiu za prawdziwie CUDowny czas.

Przekonanie o porodzie

Zanim jednak odkryłam poród jako wydarzenie piękne, mistyczne, tajemnicze, wzmacniające myślałam o nim w zupełnie inny sposób. Właściwie przez większość mojego życia poród kojarzył mi się jedynie z bólem, cierpieniem i prywatnie uważałam, że natura dała ciała zmuszając nas do takiego sposobu witania na świecie potomstwa.
Takie postrzeganie porodu nie było zresztą tylko moją domeną. Właściwie zdecydowana większość moich koleżanek ze szkoły a potem znajomych ze studiów podzielała moją opinię. Spora grupa z nas miała ku temu niezłe powody – nasze matki rodzące w okresie betonowego położnictwa PRLu często doświadczyły w czasie porodu traumy.
Moje postrzeganie doświadczenia porodu zmieniło się zanim jeszcze zaszłam w ciążę. Poznałam wtedy dziewczynę, która urodziła swoje dziecko w domu. Kiedy o tym usłyszałam pomyślałam, że jest nieodpowiedzialną wariatką. No jak można w XXI wieku skazywać się na takie niedogodności i podejmować takie ryzyko? Jednak w jej opowieści porodowej było coś, czego nie słyszałam nigdy dotąd – prawdziwy zachwyt nad cudem narodzin. To była pierwsza znana mi kobieta, która na wspomnienie narodzin dziecka miała w oczach łzy wzruszenia a na twarzy błogi uśmiech i zachwyt.  Dało mi to do myślenia… zaczęłam czytać książki i oglądać filmy o porodach. Wpadłam w temat po uszy. Zrozumiałam go. Odkryłam. Poukładałam sobie w głowie wiele rzeczy i ostatecznie, po wielu latach od poznania tamtej dziewczyny, sama urodziłam swoje dziecko również w domu.
Teraz, patrząc z perspektywy tego jak długą drogę musiałam przejść, aby oswoić poród i na nowo odkryć jego cudowną stronę zastanawiam się co mogę zrobić jako matka, by moje dzieci były lepiej do tego przygotowane.

Oto kilka kroków, które podjęłam, aby przybliżyć proces narodzin moim dzieciom:

  1. Opowiadałam szczerze o tym w jaki sposób dzieci przychodzą na świat: nie lubię być oszukiwana i mam szczerą nadzieję, że czasy, gdy dzieciom mówiło się o bocianach czy kapuście minęły już dawno temu. Dziecko rodzi mama, maluszek wychodzi na świat przez kobiecą pochwę lub lekarz wyciąga je z brzucha mamy w czasie operacji zwanej cesarskim cięciem.
  2. Gdy moje dzieci były zainteresowane tym jak dokładnie przebiega poród i w jaki sposób dziecko wychodzi z brzucha zademonstrowałam im to na modelu – miałam łatwiej, bo mam dostęp do „zabawek” ze szkoły rodzenia ?. Czasami dzieci oglądają ze mną reportaże z porodów.
  3. Pokazuję moim dzieciom zdjęcia z ich narodzin i opowiadam im historię o tym w jaki sposób się przywitaliśmy na tym świecie. Robię to ponieważ generalnie mam dobre doświadczenia porodowe – porody sprawiły, że poczułam swoją olbrzymią siłę, a elementy trudne, które miały wtedy miejsce, mam już przepracowane.
  4. Również ich tata opowiedział im jakim wydarzeniem był dla niego poród i pierwsze chwile spędzone razem na tym świecie.
Długo szukałam książki, która opowiadałaby dzieciom o pięknie porodu. Niestety nie znalazłam takiej pozycji. Czytałam też wiele książek adresowanych do młodych czytelników, które mają odpowiedzieć dzieciom na jedno z ciekawszych pytań, czyli „skąd się biorą dzieci” i ze zgrozą zauważyłam, że w absolutnie KAŻDEJ książce, którą miałam w rękach sam poród był ILUSTROWANY „na leżąco”. Przeraziło mnie to i zmroziło, bo przekazujemy w ten sposób kolejnemu pokoleniu wyobrażenie porodu, w którym kobieta jest BIERNA i ZALEŻNA. A dzieje się to w tak płynny sposób, że osoby nie wyczulona na kwestie okołoporodowe może nawet nie zauważyć, że właśnie miało miejsce coś potencjalnie niebezpiecznego.
Jeśli znacie jakąś lekturę godną polecenia w tym temacie dajcie mi znać. Czekam na książkę, która prostym językiem opisze dzieciom wszystkie interesujące ich kwestie, a przy okazji, będzie ciałopozytwyna, sekspozytywna i porodopozytywna. Moja książka dla dzieci poruszająca te tematy ukaże się już jesienią 🙂
Na koniec dodam jeszcze, że jeśli doświadczyłaś trudnego porodu, traumy lub depresji poporodowej dobrze jest przepracować te tematy ze specjalistą zanim zacznie się opowiadać dziecku o tym jak przyszło na ten świat. Informacje o pochodzeniu i korzeniach są dla dzieci istotne, więc maluchy zwykle w okolicach 4-6 lat zaczynają pytać w jaki sposób, dlaczego, skąd pojawiły się na świecie. Masz więc od porodu chwilę czasu, aby przepracować to doświadczenie i ewentualnej traumy nie przekazać swojemu dziecku.

Comments

comments

About Author

Karolina Piotrowska

Pomagam ludziom zrelaksować się i odpocząć. W spokoju zdecydowanie łatwiej jest zauważyć jak wiele mamy powodów do radości i zadowolenia. Z wykształcenia jestem psychologiem, szczególnie interesuje mnie neuropsychologia i seksuologia. Niezwykła więź między umysłem a ciałem oraz naszymi myślami i emocjami. Jeśli masz pytania, skontaktuj się ze mną!

Related posts

Follow by Email
Facebook
YouTube
Pinterest
Pinterest
Instagram